Połączenie z własną esencją – droga do świadomości i uzdrowienia….
Refleksja po warsztacie Living Forward z Prof. Mią Leijssen
Istnieje w nas miejsce głębsze niż myśl, bardziej pierwotne niż emocja. To przestrzeń czucia znaczenia – ciche, cielesne pole, w którym życie delikatnie się porusza. Tam właśnie, gdzie nie ma jeszcze słów, rodzi się świadomość innego rodzaju – nie ta, która ocenia lub rozumie, ale ta, która po prostu wie, że „coś” się wydarza. Focusing uczy nas, jak się temu czemuś ukłonić. Jak nie przeszkadzać. Jak być obecnym.
W tej przestrzeni nie chodzi o zmianę poprzez analizę. Chodzi o zgodę na bycie przy tym, co jeszcze nieuformowane, ale już obecne. Życie – subtelne, drżące, prawdziwe – przychodzi, gdy ma na to miejsce. Ciało zaczyna mówić nie słowami, lecz językiem odczuć, napięć, miękkości, poruszeń. I właśnie tam pojawiają się czyste jakości – nie jako coś dodanego, ale jako coś, co było w nas od zawsze, tylko nie miało jeszcze szansy się wyrazić.
Te jakości – łagodność, jasność, siła, pokora – nie są emocjami ani stanami psychicznymi. To sposoby istnienia. Nie przychodzą po to, byśmy je „zrozumieli,” ale po to, byśmy im towarzyszyli. Ich uzdrawiająca moc nie leży w tym, że coś „robią,” lecz w tym, że są – i że mogą zostać rozpoznane. Wtedy coś się zmienia. Nie dlatego, że my to zmieniamy, ale dlatego, że przestajemy przeszkadzać temu, co już się poruszało.
W procesie focusingu często spotykamy „ja historyczne” – tę część nas, która została ukształtowana przez ból, brak, niespełnienie. To „ja” niesie ślady opuszczenia, odrzucenia, samotności – nie tylko jako emocji, ale jako procesowej rzeczywistości. To samotność czegoś w nas, co nigdy nie mogło się wydarzyć przy kimś. Co zostało zostawione same sobie – bez świadka, bez słuchacza, bez relacji.
Właśnie tam potrzebna jest obecność. Nie technika. Nie poprawianie. Ale cicha, głęboka obecność przy tym, co zostało zapomniane. W takim towarzyszeniu pojawia się nie tylko możliwość uzdrowienia, ale coś więcej: możliwość powrotu do siebie. Do tego siebie, który był ukryty pod warstwami przetrwania, przystosowania i walki o miejsce.
Duchowy wymiar focusingu odsłania się nie w ideach, lecz w chwili, gdy spotykamy Życie – to, które w nas czeka. To, które zna zarówno kruchość, jak i wieczność. Modlitwa w tym kontekście nie musi mieć słów. Może być ciszą. Może być oddychaniem. Może być słuchaniem od wewnątrz.
To powrót nie do jakiegoś wyidealizowanego „ja,” ale do bycia – z tym, co prawdziwe, ciche i nie do końca znane. Czyste jakości nie uczą przez teorię – uczą przez obecność. Pokazują, że jesteśmy prowadzeni przez coś większego, choć niezwykle intymnego. I że ta droga – mimo ciemności i braku pewności – wie, dokąd zmierza.
Nie trzeba się spieszyć. Wystarczy zostać. W tej samotności, która nie jest porażką, ale bramą. W tej kruchości, która nie jest słabością, ale początkiem. W tej obecności, która nie leczy, bo nie musi – bo samo bycie razem już zmienia wszystko.
Tomasz Radkiewicz

© Instytut Obecności 2024