Zanim cokolwiek w focusingu może się wydarzyć, potrzebne jest miejsce, w którym może się wydarzyć. Oczyszczanie przestrzeni jest robieniem tego miejsca. Gendlin postawił je na początku sześciu kroków i z czasem przekonał się, że działa także samo, bez reszty. My zaczynamy od niego wszystko, co robimy w Instytucie: sesje, partnerstwo, Szkołę Obecności. Nie dlatego, że tak wypada. Dlatego, że bez tego kroku następne nie mają gdzie się zmieścić.
Ta strona opisuje, co się wtedy dzieje, dlaczego to działa i jak to zrobić samemu. Jeśli nie wiesz jeszcze, czym jest focusing, zacznij od strony Czym jest focusing. Jeśli znasz sześć kroków, ta strona rozwija pierwszy z nich: Kroki focusingu.
Co nosisz, kiedy tu przychodzisz
Przychodzisz z jakiegoś miejsca. Z rozmowy, która się nie skończyła. Z zadania, które czeka na jutro. Z czegoś, czego od tygodni nie chcesz dotykać. Zwykle mówimy, że te sprawy są „w głowie". Ale kiedy usiądziesz i przez chwilę nic nie zrobisz, okazuje się, że są niżej: w gardle, które nie chce przełknąć, w ramionach, które trzymają, w brzuchu, który nie puszcza.
Gendlin powiedziałby, że każda z tych spraw jest procesem, który nie mógł pójść dalej. Ciało nie jest maszyną, która przechowuje dane. Ciało jest tym, co żyje sytuacje. Rozmowa, która się urwała, nie leży gdzieś w pamięci; ona jest w tobie jako coś, co miało iść dalej i nie poszło. W języku A Process Model ciało implikuje (implying) następny krok tej rozmowy i nie może go zrobić. To, co odczuwasz jako ciężar, jest właśnie tym: implikowaniem, które nie znajduje ciągu dalszego. Gendlin mówi wtedy o zatrzymanym procesie (stopped process).
Takich zatrzymanych procesów nosisz naraz wiele. Nie leżą obok siebie jak paczki. Nakładają się, mieszają, jedna sprawa zabarwia drugą. Dlatego kiedy jesteś przytłoczony, trudno powiedzieć czym. Ciało niesie całość, a całość nie ma nazwy.
Co robi oczyszczanie przestrzeni
Oczyszczanie przestrzeni nie rozwiązuje żadnej z tych spraw. Robi coś wcześniejszego. Pozwala ciału poczuć, ile niesie, jedną rzecz po drugiej, i każdą z nich odłożyć na chwilę obok siebie.
Odłożyć nie znaczy pozbyć się. Sprawa zostaje. Zmienia się tylko relacja ciała do niej. Zamiast być pod nią, jesteś obok niej. Gendlin ujął to zdaniem, które powtarzamy w Instytucie częściej niż jakiekolwiek inne: nie jestem moimi problemami, choć je mam. My mówimy to po swojemu: mam swoje sprawy, ale nie jestem swoimi sprawami.
W języku procesowym to zdanie ma dokładne znaczenie. Kiedy sprawa jest „na tobie", całe ciało jest zajęte jej implikowaniem; nie ma w nim miejsca na nic innego. Kiedy sprawę odkładasz, ciało odkrywa, że implikuje więcej niż tę jedną sprawę. Więcej niż wszystkie sprawy razem. To „więcej" jest przestrzenią. Nie jest puste w sensie braku. Jest tym, co pozostaje żywe, kiedy zatrzymane procesy przestają zajmować całą uwagę. To stąd bierze się słowo „ktoś": w oczyszczonej przestrzeni odkrywasz, że jest ktoś, kto może odłożyć sprawę. A skoro może ją odłożyć, to nie jest tą sprawą.
Dlaczego to uspokaja, choć nic się nie rozwiązało
Wiele osób spodziewa się, że zwrócenie się ku temu, co ciężkie, sprawi, że będzie ciężej. Dzieje się odwrotnie, i Gendlin opisał to już w 1964 roku: odczuwany dyskomfort maleje, kiedy zwracasz się wprost ku temu, co niesiesz. Rośnie, kiedy tracisz to z oczu.
Powód jest prosty, jeśli patrzeć procesowo. Ogólne „rozluźnij się" nie działa, bo ciało nie trzyma jednego napięcia. Trzyma osobne napięcie dla każdej sprawy, bo każda jest osobnym zatrzymanym procesem. Kiedy nazywasz tę jedną i odkładasz wszystko, co z nią związane, ciało puszcza napięcie tej jednej. Potem następnej. Precyzja jest warunkiem ulgi. Dlatego w oczyszczaniu przestrzeni nie robimy skrótów: każda sprawa dostaje własną chwilę i własne miejsce.
Jest w tym jeszcze coś, co obserwujemy w praktyce i co wynika z modelu. Samo odłożenie sprawy jest małym posunięciem naprzód (carrying forward). Proces, który stał, dostaje pierwszy ruch: zostaje zauważony, nazwany, umieszczony. To nie jest jego rozwiązanie, ale to jest jego pierwszy krok od dawna. Ciało odpowiada na to tak, jak odpowiada na każde posunięcie naprzód: oddech idzie głębiej, coś się rozluźnia. Tu widać je w najprostszej postaci.
Cztery gesty
W Instytucie prowadzimy oczyszczanie przestrzeni jako cztery gesty. Można je pokazać rękami, i uczestnicy Szkoły Obecności często to robią, zanim zaczną. Gesty są nasze. Wyrastają z pierwszego kroku Gendlina i z doświadczenia, które przez lata gromadziło się w spotkaniach focusingowych: w sesjach, w partnerstwie, w ciszy, w której ktoś odkładał kolejną sprawę i po chwili oddychał głębiej. To, co powtarzało się w tych spotkaniach, ułożyło się w cztery ruchy. Tak praktykujemy to w Instytucie Obecności.
Gest 1Zamieszkać
Siadasz tak, żeby ciało czuło oparcie. Zamykasz oczy. Zauważasz oddech, nie zmieniając go. Potem powoli przechodzisz uwagą przez ciało: twarz, szyja, ramiona, dłonie, klatka piersiowa, brzuch, nogi, stopy. Przy każdej części jeden oddech. Na końcu całe ciało naraz, i przywitanie, bez słów.
Ten skan nie jest rozgrzewką. Jest przejściem z myślenia o sobie do bycia w sobie. Krytyczny umysł, który zaraz chciałby oceniać, czy dobrze to robisz, nie ma po drodze za co się zaczepić. A ciało, w którym za chwilę mają się pojawić sprawy, musi być najpierw zamieszkane.
Gest 2Odłożyć
Pytasz, nie głowy, ale całego siebie: co dziś niosę? I czekasz. Sprawy przychodzą zwykle jako tytuły, nie jako historie: praca, rozmowa z córką, ból pleców, coś niejasnego. Wystarczy tytuł. Nie wchodzisz w treść. Rozpoznajesz, tak jak rozpoznaje się pudełko po napisie na wieczku.
Każdą sprawę witasz: wiem, że jesteś. I znajdujesz dla niej miejsce obok siebie. Nie za daleko, bo wtedy ją tracisz z oczu i wraca. Nie za blisko, bo wtedy nadal ciąży. Odkładasz ją obiema rękami, tak jak przenosi się coś, co ma swoją wagę. Potem sprawdzasz: poza tym, jak się mam? I jeśli przychodzi następna, robisz to samo.
Prowadzimy zwykle trzy rundy. Pierwsza to sprawy oczywiste. Druga to te, które zostały pominięte, cichsze. Trzecia to coś, co nie jest sprawą, tylko tonem całego dnia: pośpiech, niepokój, smutek, „zawsze tak mam". To uczucie tła (background feeling), jak nazwała je Joan Klagsbrun, jest osobnym zatrzymanym procesem, tylko rozlanym po wszystkim. Jemu też można znaleźć miejsce obok. Często dopiero wtedy robi się naprawdę lżej.
Jedna zasada jest tu ważniejsza od innych. Jeśli jakaś sprawa nie chce wyjść, nie ciągniesz jej. Zostawiasz ją w środku, w bezpiecznym miejscu, i idziesz dalej. Sprawa ma prawo zostać. Naciskanie jest pójściem wbrew temu, co ciało w tej chwili implikuje, i ciało to zapamiętuje.
Gest 3Przekroczyć próg
Teraz zauważasz, jak jest w tobie bez tego wszystkiego na tobie. Może jest lżej. Może jest więcej miejsca. Może nic, i to też jest w porządku.
Jeśli miejsce jest, wchodzisz w nie. Wyobraź sobie, że przekraczasz próg do środka domu, którym jesteś. Kto tam jest? Nie musisz nic mówić. Usiądź obok. Zostań chwilę. To jest moment, w którym oczyszczona przestrzeń przestaje być techniką i staje się obecnością: jesteś z sobą, bez spraw pomiędzy.
Warto tu zostać dłużej, niż się wydaje potrzebne. Dwadzieścia sekund to już dużo. Jeśli przyjdzie słowo, obraz albo kolor, który pasuje do tego miejsca, zapamiętaj go. To uchwyt na oczyszczoną przestrzeń; z nim łatwiej tu wrócić następnym razem, także w środku dnia, bez całej praktyki.
Gest 4Wrócić z darem
Zanim wrócisz, podziękuj: ciału, temu miejscu, temu, kto tam siedział obok ciebie. Kładziesz dłonie na sercu i zachowujesz to, co przyniosłeś, nawet jeśli nie wiesz jeszcze, co to znaczy. Żegnasz się z obietnicą powrotu. Otwierasz oczy bardzo powoli. Patrzysz najpierw na swoje dłonie, zanim spojrzysz na cokolwiek innego.
Powrót nie jest dodatkiem. Zejście w głąb wymaga wyjścia na powierzchnię tym samym tempem, jak przy nurkowaniu. Nikt nie powinien zostać w otwartej przestrzeni bez drogi z powrotem. Dlatego w Instytucie uczymy tej praktyki jako pary ruchów: wejścia i wyjścia. I dlatego nie kończymy jej nigdy bez powrotu, także wtedy, gdy oczyszczona przestrzeń się nie pojawiła.
Na co zwracać uwagę
Kilka rzeczy, które odróżniają oczyszczanie przestrzeni od tego, co je przypomina.
Sprawa wraca po odłożeniu. Zwykle znaczy to, że odłożyłeś ją za daleko albo za szybko, bez powitania. Wróć do niej, przywitaj, znajdź bliższe miejsce.
Zamiast spraw przychodzą emocje o tobie: wina, wstyd, złość na siebie. To jest gonitwa obok. Emocja o mnie pojawia się zamiast tego, w związku z czym ją czuję. Zapytaj o tytuł sprawy, nie o emocję.
Sprawy przychodzą jako pełne historie, z wyjaśnieniami. Skróć każdą do tytułu. Wyjaśnianie rozpędza umysł i odłącza go od ciała.
Miejsce pojawia się na chwilę i znika. To jest przestrzeń dotknięta, nie osiągnięta, i to jest zupełnie dobry wynik na dziś. Zanotuj, jaka była, i wróć jutro.
Nic nie przychodzi. Zrób cztery gesty i zakończ powrotem. Ciało uczy się, że ktoś je słucha, i za tydzień może być inaczej.
Czym to nie jest
Oczyszczanie przestrzeni nie jest techniką relaksacyjną, choć zwykle uspokaja. Relaksacja odwraca uwagę od tego, co ciężkie; tu zwracasz się ku temu wprost. Nie jest medytacją w sensie puszczania myśli: każdą sprawę witasz po imieniu i dopiero potem odkładasz. I nie jest wyparciem: nic nie znika, wszystko zostaje widoczne, tylko przestaje leżeć na tobie.
Nie jest też jeszcze focusingiem w pełnym sensie. Jest jego warunkiem. Ale bywa, że to wystarczy, i wtedy nie trzeba nic więcej.
Jak zacząć
Samemu: piętnaście minut, miejsce, w którym nikt nie przeszkadza, cztery gesty w tej kolejności, zawsze z powrotem. Pierwsze dwa gesty można robić codziennie w dziesięć minut; to już jest praktyka.
Możesz też przejść oczyszczanie przestrzeni z nagraniem: Prowadzenie focusingowe — Oczyszczanie przestrzeni (20 minut), dostępne również na YouTube.
Z drugą osobą idzie szybciej. Ktoś czyta ci powoli i milczy w rundach, nie sugerując żadnej treści, żadnego koloru, żadnego obrazu. Tak prowadzimy to w partnerstwie focusingowym i w sesjach focusingu, stacjonarnie w Borowiczkach-Pieńkach pod Płockiem albo online. Oczyszczanie przestrzeni jest też pierwszym modułem Szkoły Obecności i pierwszym doświadczeniem na warsztacie Focusing od początku.
Pierwszy krok, na którym opiera się ta strona, pochodzi z książki Eugene'a Gendlina „Focusing" (1978); jego uzasadnienie z tekstu „A Theory of Personality Change" (1964) i z „A Process Model" (1997). Uczucie tła to termin Joan Klagsbrun.
